Summer Cup

Wyrównana ekstraklasa, NGE poza zasięgiem

Poniedziałek rozpoczęliśmy od spotkania Fidasza z Anonymous. Od początku gospodarze rzucili się do ataku i już w 4 minucie oglądaliśmy efekty, Karliński wbiega ze skrzydła w pole karne i przy lekkim kontakcie z rywalem pada na murawę, a sędzia dyktuje rzut karny. Do piłki podbiega Igor Gonczarow i uderza w przeciwnym kierunku niż ruszył się bramkarz, Fidasz prowadzi 1:0. Cztery minuty później kolejna bramka, Artur Janiak źle zagrywa do kolegi w obronie, piłkę przejmuje Marcin Karliński i wybiega sam na sam z bramkarzem, po czym strzela nie do obrony, piłka odbija się od poprzeczki i wpada do bramki, piękny gol „Karlika”, 2-0. W kolejnych minutach budzili się goście, najpierw Mazurczak trafia w poprzeczkę z połowy, a za chwilę Rosiak pudłuje z 3 metrów, ale Fidasz już wiedział, że ten mecz się jeszcze nie skończył. W drugiej części spotkania Fidasz został zepchnięty na własną połowę, ale Zieliński grał niemal bezbłędnie. W 31 minucie piękne crossowe podanie do Rosiaka, ale ponownie skrzydłowy nie trafia z bliskiej odległości. W 33′ piękna bramka Janiaka, który dostaje piłkę przed polem karnym, nabiera na zamach obrońcę i bramkarza i strzela prosto w okienko bramki, 2-1. W 37 minucie mógł być już remis, Pajtak podaje w pole karne do Janiaka, który stał 2 metry przed bramką, a bramkarz wracał z drugiej strony, ale Janiak fatalnie kiksuje i tak lekko posłaną piłkę Zieliński wybija na rzut rożny. Minutę później piłka jednak wpada do bramki Fidasza, z prawej strony dośrodkowuje Marcin Przybyła i jeden z obrońców gospodarzy niefortunnie odbija ją do własnej siatki, ale nawet gdyby piłka nie wpadła, to sędzia i tak by wskazał na rzut karny, bo w tym samym czasie faulowany był Marcin Pajtak. Sędzia kończy spotkanie i Anonymous zwiększa swoją passę meczy bez porażki do 17 meczy. Najlepszym zawodnikiem spotkania Marcin Przybyła z Anonymous. Fidasz po raz kolejny traci punkty na własne życzenie, pierwszą połowę zagrali dobrze, ale w drugiej oddali pole rywalom i to się na nich zemściło.

 

W drugim poniedziałkowym meczu Elektrotim zremisował z The Crazy Gang. Spotkały się dwa bardzo mocne zespoły, które miały podobny pomysł na grę, przez co oglądaliśmy bardzo niewiele sytuacji podbramkowych. W pierwszej połowie najlepszą akcją była kontra przeprowadzona przed Damiana Madeja zakończona strzałem zza pola karnego, ale Masztalerz był dobrze ustawiony i wybił piłkę. Ciekawiej zaczęło się dziać dopiero po zmianie stron, już minutę po rozpoczęciu mogła paść bramka dla gospodarzy, Hamerski minął na zamach Wyrzykowskiego, dośrodkował po ziemi, ale Maciejewski nie trafił w piłkę. W 30 minucie Hamreski podaje za lekko, piłkę przejmuje Janicki, który od razu wypuszcza Szczepana Kusia, napastnik TCG kładzie obrońcę i strzela obok bramkarza, 0-1. Zaraz po wznowieniu pada bramka dla gospodarzy, rzut wolny w okolicy koła środkowego, Piszczałka zagrywa na krótko do Madeja, uderza, ale piłkę blokuje obrońca, ta jednak trafia ponownie pod nogi Madeja, który drugiej okazji już nie marnuje i strzałem po ziemi pokonuje Masztalerza, 1-1. Ostatnie minuty to zdecydowana przewaga Elektrotimu, ale The Crazy Gang szybko się podniósł po straconej bramce i odbudowali obronę i do końca meczu wynik pozostał bez zmian. Najlepszym zawodnikiem spotkania Bartosz Hamerski, który pracował jak maszyna na prawym skrzydle gospodarzy.

 

O 20:20 oglądaliśmy zupełnie inne spotkanie niż chwilę wcześniej, Partizan Wrocław podejmował przedostatnie Nie Krzycz. Mecz ten był bardzo szybki i nieprzewidywalny, momentami mieliśmy wrażenie, że zespoły nie mają środka pola i co kilkadziesiąt sekund widzieliśmy kolejne akcje pod bramką to jednej, to drugiej drużyny. Pierwsza bramka pada w 8 minucie, Mateusz Pliszka podaje do Pawła Kowalika, który pokonuje golkipera gospodarzy. W 15 minucie świetna okazja dla gospodarzy, Paciuch uderzał z 15 metrów, mocno, pod poprzeczkę, ale dobrze broni Suwiczak. Tuż przed przerwą pada druga bramka dla Nie Krzycz, piłka z rzutu wolnego wbita w pole karne, po lekkim zamieszaniu dopada do niej Pliszka, jego strzał paruje Dudulski, bramkarz gospodarzy próbuje jeszcze łapać piłkę, ale dopada ją dopiero za linią bramkową, 0-2. Tak jak w pierwszej części, to raczej goście byli bardziej aktywni, tak w drugiej inicjatywę przejęli gospodarze, którzy musieli gonić wynik, a Nie Krzycz mogło czekać na własnej połowie. W 22 minucie uderzał Paciuch, ale za lekko by zaskoczyć Suwiczaka. W 28′ piękny strzał Smykały, który uderzał z narożnika pola karnego i był bardzo bliski podwyższenia prowadzenia, ale poprzeczka uratowała gospodarzy. Wynik nie uległ zmianie do końca spotkania i Nie Krzycz mogło cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w naszej lidze. Najlepszym zawodnikiem meczu został Paweł Kowalik.

 

Na koniec dnia mieliśmy dostać ciekawe starcie w 1. lidze, ale byliśmy świadkami właściwie jednostronnego widowiska, w którym NG Engineering wygrało 4:0 z Breslauerem SC 08. Gospodarze byli lepsi od pierwszej do ostatniej minuty i ostatnie mecze potwierdzają wysokie aspiracje drużyny, która na dzień dzisiejszy sprawia wrażenie, że poradziłaby sobie w ekstraklasie. Początek spotkania był jeszcze wyrównany, w 5 minucie całkiem niezłą okazję mieli goście, którzy wyszli z szybką kontrą, ale strzał Hnatyka obronił bramkarz NG. W 14 minucie nieodpowiedziane zachowanie Guszczara, który zaczął polować na nogi rywala i sędzia odesłał go na dwie minuty poza boisko by mógł ochłonąć. Gra w osłabieniu zemściła się chwilę później, w 16 minucie Leśniewski przejął piłkę w środku pola, minął jednego rywala i strzelił na bramkę gości, wydawało się, że bramkarz ma piłkę na rękach, ale jakimś cudem piłka wpadła do bramki i to był początek końca Breslauera. W 22 minucie rzut z autu dla gości kończy się kontrą NG, wychodzą 3 na 2, Kufel zagrywa na lewo do Burduna, a były napastnik Albatrosu nie myli się w takich sytuacjach i było już 2:0. W 35 minucie Breslauer już całkiem siadł, z prawej strony podanie do środka do Pińczyńskiego, ten strzela, golkiper gości paruje do boku, ale jeszcze Kufel dobija i piłka wpada do siatki. Minutę później jest 4-0, długa piłka na połowę Breslauera, Trela siłuje się z napastnikiem, ale piłka mija ich obu, a do piłki dopada jeszcze dwóch zawodników, ale obaj, to gracze NG, którzy zostali bez opieki obrońców, Pińczyński uderza w dalszy róg i bramkarz był w tej sytuacji bez szans. NG Engineering kolejny mecz kończy wysokim zwycięstwem i już nie może się doczekać kolejnego starcia. Breslauer zagrał bez pomysłu, bez serca i po pierwszej bramce cały zespół zaczął się sypać. Najlepszym zawodnikiem spotkania został Sebastian Leśniewski, który cały mecz szalał na prawym skrzydle.